Protesty w szpitalach powiatowych. Czy pacjenci mają się czego obawiać?
W szpitalach powiatowych rozpoczął się protest dyrektorów i medyków pod hasłem „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie!”, który ma na celu zwrócenie uwagi na trudną sytuację finansową placówek oraz jej wpływ na bezpieczeństwo pacjentów. Akcja potrwa do piątku.
Pacjenci będą zaopiekowani
O tym, czy pacjenci mają się czego obawiać, mówił w RMF FM Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Zapewnił, że protest w dużej mierze ograniczy się do akcji informacyjnej, zarówno w formie plakatów, jak i informowania pacjentów przez dyrektorów i zespoły szpitalne o przyczynach akcji.
Podkreślił, że pacjenci nie odczują protestu.
– Pacjenci będą zaopiekowani. Jesteśmy odpowiedzialnym stowarzyszeniem, w związku z tym absolutnie pacjent nie będzie miał żadnych utrudnień. Będzie tylko informowany poprzez personel, plakaty, jak wygląda sytuacja danego szpitala – mówił Malinowski.
Prezes OZPSP odpowiedział też na pytanie, co się stanie, gdy postulaty szpitali powiatowych pozostaną bez odpowiedzi. – Myślę, że około 40, 50 szpitali będzie miało potworne kłopoty i może dojść do ograniczenia ich działalności – zaznaczył.
Dodał, że "sytuacja finansowa szpitali pierwszego i drugiego poziomu jest tragiczna", na co wpływ miały m.in. złe wyceny świadczeń i ustawa o wynagrodzeniach, która potwornie obciąża budżety. Sytuacja jest już tak poważna, że problemem staje się nawet zakup leków i podstawowych materiałów medycznych.
– Dostawcy mówią otwarcie, że nie jesteśmy wiarygodnym partnerem finansowym. Czyli obawiają się, że nie dostaną pieniędzy za dostarczone towary, usługi, leki – tłumaczył Malinowski.
Zarobki największym kosztem
Według prezesa OZPSP największym obciążeniem dla szpitali są koszty wynagrodzeń. – Na dzień dzisiejszy to się kształtuje gdzieś na poziomie około 80-85 proc. – mówił.
Jego zdaniem problem nie wynika z nadmiernych zarobków personelu, lecz z wadliwego sposobu finansowania podwyżek.
– Pamiętam, jak została wprowadzona ustawa podwyżkowa, słynna nowelizacja w 2021 roku. Od razu wiedzieliśmy, że algorytm, który dzieli te pieniądze, jest wadliwy, jeden z naszych szpitali w Małopolsce dostał kwotę zero złotych na podwyżki. Dostajemy więc za mało tych pieniędzy – wyjaśniał Malinowski.
Jego zdaniem winne jest Ministerstwo Zdrowia, któremu podlega Narodowy Fundusz Zdrowia. – Ministerstwo Zdrowia w całej swojej historii przenosiło swoje zadania, potężną ilość zadań do NFZ-u, nie dając środków. Później Sejm, uchwalając ustawę o wynagrodzeniach, napisał w ocenach skutków regulacji, że ta ustawa przyniesie zerowy skutek dla budżetu. A to jest nieprawda – podkreślił.
Zaznaczył, że polska ochrona zdrowia działa źle nie dlatego, że ma za mało pieniędzy, ale dlatego, że jest źle zorganizowana.
– To, co państwo polskie stworzyło, jeżeli chodzi o system ochrony zdrowia, jest przerażające – mówił. Potrzebna jest całkowicie nowa ustawa systemowa. – Powinien wreszcie ktoś usiąść do tego poważnie, napisać nową ustawę systemową o działalności leczniczej, uprościć ten system, zmienić koszyki i wtedy to będzie o wiele mniej kosztowało – dodał.